D ucks przegrali sześć meczów z rzędu, a jakimś cudem wciąż znajdują się w samym środku walki o play-offy, w „bójce w barze”, jaką jest Dywizja Pacyfiku. Wciąż mogą wygrać dywizję albo całkowicie wypaść z play-offów. Przy takim tempie, układ sił na Pacyfiku może nie rozstrzygnąć się aż do ostatniej kolejki. Dwa tygodnie temu mieli pięć punktów przewagi na szczycie dywizji. To już przeszłość. Przewaga własnego lodu? Też przepadła, bo Knights wskoczyli na drugie miejsce i jeśli Kaczory przegrają choć jeden z ostatnich trzech meczów (D-Canucks, W-Wild, W-Predators), tracą kontrolę nad własnym losem. Dwa tygodnie temu byłoby to nie do pomyślenia. Ale jeśli nauczyliśmy się czegoś o tegorocznych Ducks, to tego, że nigdy nie ułatwiają sobie życia. Troy Terry powiedział, że są drużyną, która potrafi grać w wielu różnych stylach – od otwartego hokeja „cios za cios”, po grę bardziej defensywną. Ale ostatnio zamiast nadawać ton, czekają, by zobaczyć, jak ułoży się mecz i dopiero wtedy...